niedziela, 26 stycznia 2014

Rzeczywistość

Moja rzeczywistość,
zakłamana oczywistość,
niby piękny sen,
jednak wydostać się,
tak jak nigdy chcę,
gdy światy się stykają,
chwilę nadzieji stwarzają,
na ucieczkę w stronę gór,
by w końcu sięgnąć chmur,
jak dziecko, łapiące motyle,
mogę marzyć - tylko tyle,
nie dostanę się tam,
za nisko ręce mam.

sobota, 11 stycznia 2014

Burza

Łuna nad miastem roztacza blask
blade światło budzi nas,
chłodny wiatr kołysze drzewa,
może więcej nic nie trzeba,
zgniłe liście mokrą zasłoniły drogę,
a ja, tylko patrzeć mogę,
chmury ogarnęły niebo,
piorun wnet uderzył w drzewo,
nocne niebo rozdarł wrzask,
i miasto swój straciło blask,
lampa za lampą pękały w kolejce,
jak bańki w dziecięcej ręce,
ludzie w chaosie pogrążeni,
tą anarchią przerażeni,
szkło sypnęło się pod nogi,
a wiatr zepchnął wszystko z drogi,
lunął deszcz niespodziewany,
zmywając wszystkie konary,
pioruny uderzyły,
zapłonęły domy,
jak starych ksiąg wieczyste tomy,
zajęły się płomieniem,
i nagle, jak za jednym powiedzeniem
jak z pstryknięciem palca,
ustała ta żywiołów walka,
i cisza,
ani drgnienia,
tylko ciche,
kocie, miauczenia