zakłamana oczywistość,
niby piękny sen,
jednak wydostać się,
tak jak nigdy chcę,
gdy światy się stykają,
chwilę nadzieji stwarzają,
na ucieczkę w stronę gór,
by w końcu sięgnąć chmur,
jak dziecko, łapiące motyle,
mogę marzyć - tylko tyle,
nie dostanę się tam,
za nisko ręce mam.